Poland
This article was added by the user . TheWorldNews is not responsible for the content of the platform.

Od ich wyniku zależy, w jakim kierunku pójdzie Polska. Balansują na krawędzi

Trzeba było patrzeć, jak tonie" – mówią o Hołowni po cichu ludowcy, a politycy Polski 2050 równie cicho odpowiadają: "Bez nas PSL nie miałoby szans na 5 proc.". Głośnym chórem wszyscy zapewniają: "To świetny układ, przekroczymy 10, a może nawet 15 proc.". Nikt w to nie wierzy, ale na tym etapie wymuszony optymizm to najlepsze rozwiązanie.

***

Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia zamiast na warszawski Marsz Miliona Serc organizowany przez Donalda Tuska pojechali na spotkania w Polskę. Trzecia Droga miała ich zorganizować tysiąc, bo "wybory wygrywa się w całej Polsce, a nie tylko w Warszawie". Tym razem nie było żadnych pretensji do Tuska, powtarzania, że "to nie nasz marsz", ale podobno tak im wyszło z badań, że najlepiej będzie, jeśli na marsz pójdą przedstawiciele obu partii, ale liderzy powinni prowadzić swoją kampanię.

Z rozmów z politykami od Hołowni i od Kosiniaka-Kamysza wynika, że w całym zamieszaniu wokół marszu 4 czerwca wyborców najbardziej zirytował brak zdecydowania. Z jednej strony Hołownia mówił, że taki marsz jest bez sensu, a z drugiej jednak chciał na nim wystąpić. W końcu liderzy Trzeciej Drogi się pojawili, ale nie przemówili z platformy jadącej na trasie, bo podobno się nie dopchali przez tłum. Wszystko wówczas poszło nie tak, a sam marsz bardzo obniżył poparcie dla Trzeciej Drogi. Dlatego teraz przekaz miał być jasny od początku – Trzecia Droga jest częścią opozycji i chce pokonać PiS, ale nie będzie grzać się w cieniu Tuska. Czyli razem, ale osobno.

***

Cała kampania wyborcza Trzeciej Drogi tak wygląda. Jakby prowadziły ją dwie partie, których kompletnie nic nie łączy. Liderzy pokazują się razem, mają wspólne spotkania i konferencje, ale im niżej, tym tej jedności coraz mniej. Kandydaci PSL mają na swoich plakatach koniczynkę i bardzo dużo zielonego, kandydaci Polski 2050 prezentują się w żółciach. Gdzieś niewielką czcionką dopisano obok partyjnych logo Trzecia Droga. Kiedy pytamy, czy wyborca się nie pogubi, słyszymy, że w umowie koalicyjnej jest zapis, że ludowcy nie mogą mieć na plakatach więcej niż 10 proc. żółtego, a Polska 2050 co najwyżej tyle samo zielonego.

– Wszystko właściwie robimy oddzielnie. Jak oni mają konferencję prasową, to nawet nas nie informują i występują sami, ale my też się nie pchamy z zaproszeniami – wzrusza ramionami nasz rozmówca z Trzeciej Drogi. Na pytania, po co zatem ta koalicja, wzrusza ramionami jeszcze bardziej, ale już w milczeniu.

Po wejściu do Sejmu PSL i Polska 2050 utworzą dwa oddzielne kluby albo koła (zależy, ilu posłów uda się im wprowadzić), a zatem najbardziej zaciekły wyborczy bój nie toczy się z polityczną konkurencją, tylko zgodnie z kampanijnym stopniowaniem: "wróg, wróg śmiertelny, kolega z listy".

Dziś widać już jednoznacznie, że to od wyniku Trzeciej Drogi będzie zależał kierunek, w jakim pójdzie Polska.

– To, co oni wyprawiają, to jest po prostu rozpacz – słyszymy o koalicjantach od kandydata z okręgu na wschód od stolicy. – Wojna plakatowa na jednej liście to mi się jeszcze nie zdarzyło!

Wojna polega na tym, że zakleja się plakaty politycznej konkurencji. Przeważnie innych partii, ale także nielubianych kolegów z własnego komitetu. Podgryzanie się powinno się skończyć w chwili rejestracji list. Wszyscy już wiedzą, kto skąd startuje i nie ma o co dalej się bić. Okazało się, że ta wewnętrzna walka się nie skończyła i politycy Trzeciej Drogi wciąż próbują się wycinać, chociaż teraz nie ma to najmniejszego sensu. Ludowcy z kolei są co najmniej zawiedzeni kampanią, jaką prowadzi Polska 2050.

– Nikt ich nie zna, oni nie znają nikogo, bez nas nie skompletowaliby nawet list wyborczych. Podaliśmy im rękę, a oni chcą więcej – narzekają nasi rozmówcy. – Trzeba było patrzeć, jak toną – dodają z wyraźną złością.

***

Ale oczywiście jest też druga strona medalu. Spora część polityków PSL i chyba wszyscy z Polski 2050 uważają, że oddzielnie żadna z partii nie miałaby szans na satysfakcjonujący wynik i łagodzą nastroje.

– Może w regionach Polska 2050 nie jest tak widoczna jak my, ale prowadzą kampanię w większych miastach – słyszymy od ludzi zbliżonych do władz PSL, którzy dodają, że trzeba wyjść z warszawskiej bańki, żeby zobaczyć, jak jest naprawdę.

Szymon Hołownia na wiecu wyborczym w Białymstoku

Szymon Hołownia na wiecu wyborczym w Białymstoku Foto: Artur Reszko / PAP

Poza bańką kampania też nie wygląda specjalnie okazale. Po pierwsze, ceny banerów i plakatów od poprzedniej kampanii wzrosły dwukrotnie. Tam, gdzie poprzednio wieszali 20 billboardów, teraz mogą sobie pozwolić najwyżej na 10. Po drugie, Polska 2050 nie ma partyjnej subwencji z budżetu państwa, a co za tym idzie zachomikowanych pieniędzy na kampanię partyjną. Każdy kandydat musi sam sobie radzić. Poza tym w regionach wojna między kandydatami PSL i Polski 2050 jest jeszcze ostrzejsza niż w centrali. Często nie znają się, nie lubią i nie bardzo chcą mieć ze sobą coś wspólnego.

– My już ze wszystkimi byliśmy w koalicji. SLD nas przeczołgał, z układu z Tuskiem wyszliśmy poranieni, ale nikt nas tak nie poobijał jak Szymon – słyszymy od doświadczonych polityków PSL.

Tyle że ludowcy nie bardzo mieli wyjście. PSL, startując samotnie przez kilka kadencji, balansowało na progu wyborczym. Regularnie wyborcy zastanawiali się: wejdą czy nie wejdą, ale wynik wyborczy zazwyczaj był dla PSL korzystniejszy niż przedwyborcze sondaże. Od 1991 r. tylko dwa razy Stronnictwo miało poniżej 7 proc. W 2005 r. i dziesięć lat później, za każdym razem, gdy PiS wygrało wybory. Rok 2015 budzi w PSL trwogę do tej pory. Liderzy ruchu ludowego zdali sobie wtedy sprawę, że partia chłopska po 120 paru latach może zejść z politycznej sceny. Do spadku pod próg zabrakło 13 setnych proc.. Dlatego cztery lata później dobrali sobie do koalicji Kukiza i znowu wskoczyli na ponad 8 punktów.

***

Od pierwszych w pełni wolnych wyborów w 1991 r. PSL przez 10 lat było w opozycji, przez 12 rządziło. Zdecydowanie lepiej czuje się u władzy, dlaczego ostatnie osiem lat sprawiło, że partyjni działacze mają dość bycia w opozycji.

– PiS anihilowało nas z każdego miejsca, gdzie mogło. Wyrzucali naszych ludzi z agencji rolnych, spółek, a nawet z urzędów. Pozbyli się nas do zera – narzekają politycy PSL.

Wielu lokalnych działaczy mówi wprost, że mają dość tego postu, a niektórzy dodają: – Jeśli po 15 października nic się nie zmieni, trzeba będzie podjąć decyzje. Nie ma wątpliwości, jakie to mogą być decyzje. PiS będzie prowadziło negocjacje nie tylko w Sejmie, nie tylko posłów będzie chciało kupić czy zastraszyć. Postara się też przeciągnąć na swoją stronę samorządowców przed wyborami, które odbędą się za pół roku. Co to może oznaczać? Hipotetycznie przynajmniej w siedmiu województwach nagle PiS może przejąć władzę, bo mandaty PSL są tam na wagę rządzenia.

Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wiecu wyborczego w Szczecinie

Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wiecu wyborczego w Szczecinie Foto: Marcin Bielecki / PAP

Ale to nie koniec. Jeśli PiS wygra trzecią kadencję w Sejmie, po porażce w wyścigu na Wiejską utrata władzy w samorządach oznaczałaby też prawdopodobnie porażkę w wyborach samorządowych i do Parlamentu Europejskiego. To po prostu efekt domina. Dlatego tak ważne jest, żeby Trzecia Droga nie zjechała pod próg wyborczy, bo ta historia nie skończy się wyłącznie na zakończeniu paru politycznych karier.

***

– Ostatnie sondaże jasno wskazują, że decyzja o starcie w formule koalicyjnej była słuszna. Im bliżej wyborów, tym większa grupa wyborców szuka formacji spoza duopolu PO i PiS. Nie mogliśmy pozwolić, by ci wyborcy albo zostali w domu, albo oddali głos na Konfederację – zapewnia Władysław Kosiniak-Kamysz. – Dziś widać już jednoznacznie, że to od wyniku Trzeciej Drogi będzie zależał kierunek, w jakim pójdzie Polska. Nie obawiamy się polaryzacji, także po niedzielnym marszu, bo jedno, nawet wielkie wydarzenie, nie przekona tych, którzy przez miesiące i lata nie przekonali się do dwóch największych partii.

Gdyby Trzeciej Drodze nie udało się załapać do Sejmu za dwa tygodnie, to Szymon Hołownia zakończy swoją przygodę z polityką, a Władysław Kosiniak-Kamysz przestanie być prezesem ludowców, ale konsekwencje polityczne będą znacznie poważniejsze. Jeśli Trzecia Droga uzyska niewiele poniżej 8 proc., to te "stracone głosy" zagrają na korzyść partii, która wybory wygra. Na razie wszystkie publicznie prezentowane sondaże pokazują, że wygra PiS.

***

Niedzielny Marsz Miliona Serc sprawi, że w najbliższych dniach polaryzacja sceny politycznej jeszcze się zaostrzy. PiS będzie prowadziło coraz brutalniejszą kampanię, a Koalicja Obywatelska będzie starała się zmobilizować jak największą liczbę niezdecydowanych. Walka dwóch największych partii utworzy "komin poparcia", który sprawi, że część wyborców Konfederacji przerzuci swoje głosy na PiS, budujące specjalnie dla nich antyukraińską narrację, a część wyborców lewicy i Trzeciej Drogi uzna, że tylko KO może wygrać z PiS i może zagłosować na najsilniejsza partię.

– Wiemy, jakie jest ryzyko, widzimy je i uwzględniamy w prowadzeniu kampanii – twierdzi Paweł Zalewski z Polski 2050, wyliczając spotkania, w których udział wzięli liderzy obu partii w ostatnich dniach. – Rozczarowani wyborcy PiS nie pójdą do Platformy, tylko do nas i o ich głosy w tej chwili walczymy. Każda walka po stronie opozycji jest szkodliwa i w ogóle dobrze by było, gdyby wszyscy na opozycji uznali, że maszerujemy osobno, uderzamy razem.

O komentarz poprosiliśmy też Michała Koboskę, wiceszefa Polski 2050, warszawską jedynkę tej partii. Pytania były dwa: czy obecne sondaże nie wskazują, że może trzeba było podjąć decyzję o wspólnym starcie z Koalicją Obywatelską oraz czy kampania outdoorowa nie powinna być bardziej jednolita, bo wyborcy może umknąć, że zielone i żółte plakaty należą do kandydatów jednego komitetu. Odpowiedź przyszła po trzech dniach: "Pani redaktor, będę do pani dyspozycji po wyborach".