Poland
This article was added by the user . TheWorldNews is not responsible for the content of the platform.

Czego możesz spodziewać się po spektaklu "edukując RITĘ"? Zapytaliśmy o to Marię Dębską [wywiad]

Wystąpił problem z uruchomieniem strony. Zainstaluj nowszą przeglądarkę

Jeżeli lubisz tragikomedie świetnie napisane i wyreżyserowane, wizytę w Teatrze 6.piętro możesz uznać za pozycję wręcz obowiązkową. To właśnie tam możesz bowiem zobaczyć spektakl, będący nową inscenizacją kultowej "Edukacji Rity". W rolach głównych zobaczymy Marię Dębską oraz Mirosława Bakę. Czym wersja w reżyserii Eugeniusza Korina różni się od innych inscenizacji? To jedno z pytań, na które odpowiedzi udzieli nam odtwórczyni roli tytułowej.

Jeżeli lubisz tragikomedie świetnie napisane i wyreżyserowane, wizytę w Teatrze 6.piętro możesz uznać za pozycję wręcz obowiązkową. To właśnie tam możesz bowiem zobaczyć spektakl, będący nową inscenizacją kultowej "Edukacji Rity". W rolach głównych zobaczymy Marię Dębską oraz Mirosława Bakę. Czym wersja w reżyserii Eugeniusza Korina różni się od innych inscenizacji? To jedno z pytań, na które odpowiedzi udzieli nam odtwórczyni roli tytułowej.

Chcesz czytać naTemat.pl bez reklam i personalizować portal? Załóż konto 'Twoje naTemat'

"edukując Ritę" łączy humor z dramatyzmem. Który rodzaj wrażliwości artystycznej jest pani bliższy, a który jest większym wyzwaniem?

Przez długi czas żyłam w przekonaniu, że trudniejsze jest rozbawianie widza, ostatnio wydaje mi się, że jest odwrotnie... Myślę, że proporcje wynoszą pięćdziesiąt do pięćdziesięciu, a wszystko zależy od tekstu, kontekstu, no i od odbiorcy.

Widownia teatralna to żywa materia, która wspólnie z nami przeżywa i oddycha i którą, za każdym razem, trzeba zdobyć. Zdarza się, że wszystko przebiega naprawdę gładko, choć są i sytuacje, gdy aktorzy trafiają na mur, przez który trudno się przebić, a czasami okazuje się to wręcz niemożliwe. Aktor i widz przenikają się i energia między nimi jest dla mnie w teatrze najważniejsza. 

Moim zdaniem wszystko to może dotyczyć zarówno sytuacji, w których chcemy ludzi rozbawić, jak i wzruszyć. Oba te scenariusze są naprawdę dużym wyzwaniem, dlatego komedii nie traktuję pobłażliwie, podchodząc do niej jak do czegoś łatwiejszego, niż dramat.

Co nowego wnosi ten spektakl, jeżeli jako punktu odniesienia użyjemy napisanej w roku 1980 "Edukacji Rity" Willy'ego Russella?

Na pewno chodzi tutaj o podejście do tytułowej bohaterki. Nie chcieliśmy przedstawiać jej jako trochę głupiutkiej i prostej dziewczyny. Owszem, to cechy, które bawią widza, lecz jednocześnie trochę spłycają tę postać. 

Nie chcieliśmy, żeby Rita była tylko charakterystyczna i urocza, co byłoby rozwiązaniem najłatwiejszym. Z reżyserem postawiliśmy na postać, której nie oceniamy w jednoznaczny sposób. Chcieliśmy, żeby to była prosta dziewczyna z wielkimi ambicjami i ogromną inteligencją, która urodziła się w świecie, który nie podsuwał jej pod nos możliwości rozwoju. A ona chcę więcej.

Powiem szczerze, że podczas pierwszych przedpremierowych spektakli byłam zaskoczona tym, jak bardzo spektakl bawi widownię. Traktowałam Ritę od początku jako dramatyczną postać, która ma lekko komediowy rys, ale humor nigdy nie miał tu być na siłę. 

Zależało nam na komediowości, którą bardzo lubię i w teatrze, i w kinie: opartej na żartach sytuacyjnych wynikających z głębszego kontekstu. Jako widz uwielbiam te momenty zaskoczeń, w których mój śmiech zostaje przerwany – nagle, przy użyciu emocji, które już zabawne nie są.

Mówiąc o Ricie, nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednej cesze tej dziewczyny: ma odwagę podejmować ryzyko, wychodzić ze strefy komfortu i dokonywać dzięki temu bardzo istotnych zmian w życiu, co przecież nie udaje się tak wielu ludziom. Czy stykając się po raz pierwszy z ową postacią, pomyślała pani: "Mam tak samo", czy może raczej: "Chciałabym mieć podobnie"?

Nie przepadam za odpowiadaniem na pytania z gatunku: "Na ile jest pani podobna do swojej postaci?", bo w ten sposób wchodzi się w dosyć intymną dla mnie przestrzeń aktorską, której po prostu nie chcę obnażać.

Odpowiem więc, nie odnosząc się bezpośrednio do Rity: stawiając na aktorstwo, wybrałam sposób na życie, który jest jedną wielką zmianą. W tym świecie wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, zmiany są codziennością. 

Z tą zmiennością często nie jest mi łatwo. Myślę, że zmiany popychają nas do przodu i rozwijają, ale często dużo kosztują. Duże zmiany są więc dla mnie niełatwe i mocno niekomfortowe, ale generalnie lubię je i traktuję jak wyzwania. 

W przypadku Rity za największą z życiowych zmian stoi literatura. Czy słowo pisane – lub też najogólniej pojęta sztuka – może realnie zmieniać ludzi, odmieniać ich życia? A może tego rodzaju sytuacje zdarzają się jedynie na deskach teatralnych?

To bardzo trudne pytanie, bo choć żyję w przekonaniu, że sztuka i kultura naprawdę mogą zmieniać i poszczególnych ludzi, i cały świat, to nie wiem, czy nie jest to przekonanie zbyt naiwne...

Na pewno chcę wierzyć w to, że wartościowa sztuka inspiruje do działania, czyni nas lepszymi. Dzięki temu mogę łudzić się, że to, co robię, ma sens. 

Bazując na sobie samej, wiem, że w pewnym stopniu składamy się z książek, które przeczytaliśmy, albo z filmów, które obejrzeliśmy. Wydaje mi się, że książki, filmy, które poznaliśmy, kiedy byliśmy młodzi, kształtują nas na całe życie. 

Wychodząc na scenę, nie stawiam sobie wielkich celów, żeby kogoś zmienić, czy wywrócić jego myślenie do góry nogami. Zależy mi na wywołaniu emocji, może jakiejś refleksji. Na tym, żeby widz przeżył coś prawdziwego, szalonego, wzruszającego. Super, kiedy się to udaje. 

"edukacja Rity" na przestrzeni ponad czterech dekad zdobyła status dzieła kultowego. Jak bardzo przekazane tam treści – dotyczące m.in. najogólniej pojętego feminizmu, samostanowienia i praw kobiet, krytyki społeczeństwa patriarchalnego, a nawet kwestii LGBT – zdezaktualizowały się w Polsce A.D. 2023, a na ile trzeba o nich wciąż mówić, również z desek teatralnych?

W tym momencie zmierzamy w rejony, w których sztuka, czyli sfera z założenia znacznie czystsza, niebezpiecznie zahacza o politykę. Moim zdaniem łączenie tych dwóch sfer może być mezaliansem i nie lubię tego robić.

Oczywiście na tyle, ile to możliwe, bo jak wiadomo, polityka wdziera się, niestety, w każdy aspekt naszego życia, choć życzyłabym sobie, żeby było inaczej. Mam oczywiście moje osobiste emocje i czasem przez swoje role, projekty mam możliwość powściekać się na rzeczywistość, patriarchat, mówić o rzeczach dla mnie ważnych.

Nasza sztuka jest też o tym, że to, gdzie przyszło nam się urodzić, wychować i żyć, bardzo mocno determinuje nasze życie w uzależnieniu od mnóstwa czynników, takich jak wyznanie, kolor skóry albo płeć. Fajnie byłoby wierzyć w równe szanse, ale myślę, że wciąż niestety nie jest to łatwe.

Tak więc choć na "edukując RITĘ" staram się patrzeć wyłącznie przez pryzmat emocji i opowiadanej historii, bez brania pod uwagę jakichkolwiek kontekstów politycznych, to przecież dostrzegam rzeczy, które dzieją się wokół nas – także z perspektywy kobiety. 

Ta sztuka nie ma być w żaden sposób agitacyjna, nie chcę, żeby odbierano ją w ten sposób. Życzyłabym sobie raczej, aby była małą kroplą, która może być powodem do dyskusji – dlatego marzy mi się, aby obejrzało ją jak najwięcej młodych kobiet. To opowieść o odwadze, kontakcie ze sobą i sięganiu po najwyższe cele, nawet jeśli wydaje się to niemożliwe.

Jednak umówmy się, nie można stworzyć idealnej symbiozy pomiędzy kobietami a mężczyznami bez zmieniania sposobu myślenia tych drugich. Mam więc nadzieję, że na widowni cieszy panią również widok przedstawicieli mojej płci...

Jak najbardziej! I to także tych, którzy – co widać po ich reakcjach – lądują w "męskiej drużynie Franka", którzy ewidentnie opowiadają się po stronie postaci granej przez Mirosława Bakę.

No ale przecież nie chodzi o to, aby zmieniać drugą stronę na siłę, oczekując momentalnej zmiany sposobu myślenia o sto osiemdziesiąt stopni. 

Dobrze byłoby po prostu coraz lepiej potrafić się z nią komunikować, rozumieć jej potrzeby. Dlatego właśnie "edukując RITĘ" jest sztuką, na którą bardzo serdecznie zapraszam również każdego mężczyznę.